Święto olimpijskie, którego nie było

24 lipca 2020 roku byłby wielkim świętem sportu olimpijskiego. Tego dnia miał zapłonąć znicz olimpijski na stadionie w Tokio. Wiadomo pandemia koronawirusa. Ale i dziś Thomas Bach, szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego nie wie czy za rok olimpiada też dojdzie do skutku. Obecnie w Japonii fala zarażeń koronawirusem wróciła ze zdwojoną mocą, a dynamika zakażeń jest większa niż podczas wiosennego szczytu. Tylko sportowcy nie mogą się zniechęcać i trenują pełną parą, często w zamknięciu. Mimo, że w tym roku nie będzie wielkich imprez jak mistrzostwa świata czy Europy sportową formę budować trzeba jak zwykle, bo przecież sport nie umarł.

Jak przewidywał kilka miesięcy temu, jeszcze przed decyzją o przeniesieniu igrzysk na 2021 roku amerykański portal analityczno-statystyczny gracenote.com przewidywał, że Polacy mogą zdobyć na tych igrzyskach 18 medali. Gdyby prognozy okazały się trafne, oznaczałoby to znaczący wzrost w porównaniu do Rio de Janeiro, gdzie Biało-Czerwoni wywalczyli 11 krążków, w tym dwa złote. Prognozy oparte były na liczbie medali zdobywanych przez poszczególne reprezentacje na największych światowych imprezach w poszczególnych dyscyplinach w czteroletnim okresie poprzedzającym olimpiadę w Japonii. Jeszcze bardziej optymistyczni byli internauci, którzy w głosowaniu przeprowadzonym przez portal legalni bukmacherzy ocenili szanse na polskie medale na: 16 w lekkiej atletyce, 2 w wioślarstwie, złoto w siatkówce, 2 w kolarstwie, 1 w pływaniu, 1 w tenisie ziemnym, 3 we wspinaczce sportowej i jeden w szermierce — łącznie 27! I tak trzymać.